A co gdybyśmy się zespolili w jedno?

„Jeżeli zaś ich upadek przyniósł bogactwo światu, a ich pomniejszenie – wzbogacenie poganom, to o ileż więcej przyniesie ich zebranie się w całości!” (Rz 11,12). Ostatnio bardzo poruszyły mnie te słowa św. Pawła skierowane do Rzymian.

Zdanie to dotyczy Izraela – Żydów, którzy nie uwierzyli w Jezusa Chrystusa. I w tym kontekście oczywiście ekscytuje mnie perspektywa ich nawrócenia. Bogactwo tradycji, historii czy znajomość Prawa, które mogą wnieść do Kościoła są nieocenione. Myślę jednak, że spokojnie można te słowa odnieść dziś też do samego Kościoła.

Chodźmy razem!

Jeżeli z Kościoła, który jest grzeszny, słaby i wewnętrznie podzielony Pan Bóg wyprowadza tyle dobra i łaski dla świata, to jak wielką, przemieniającą świat siłą może stać się Kościół posłuszny Panu i zjednoczony!

Kościół, którego członkowie nie będą walczyć między sobą na internetowych forach i w komentarzach. Kościół, w którym będziemy wspólnie szukać i dążyć do prawdy, zamiast przekonywać drugą osobę, że „JA ZNAM PRAWDĘ, A TY IDZIESZ NA ZATRACENIE CZŁOWIEKU!” Kościół, w którym dla dobra Ciała Chrystusowego pokornie zgodzimy się na to, by przyjmować Komunię na stojąco, na klęcząco, do ust lub na rękę, nawet wbrew swoim indywidualnym przekonaniom. Kościół, którego pasterze i członkowie odrzucą zazdrość i będą wzajemnie wspierać dzieła swoich braci w wierze. Budować i działać razem, nawet pomimo różnic. Różnic, które nie są prawdziwym problemem. Są bogactwem i błogosławieństwem! Bo przecież różne są dary łaski (1Kor 12,4). Kościół, który zamiast skupiać się na obronie i zwalczaniu wrogich ideologii, skupi się przede wszystkim na głoszeniu światu Boga w Trójcy Świętej. Tego który kocha, przebacza, zbawia, sam prowadzi do prawdy i przychodzi z łaską nawrócenia. ŁASKĄ!

Jedność to nie jednolitość

Kościół ma być zjednoczony, a nie jednolity. Właśnie taki Kościół widziałem podczas Światowych Dni Młodzieży w Panamie. Różne pochodzenie, temperamenty, wrażliwość, zwyczaje, inny sposób przeżywania mszy św. i modlitwy, odmienne problemy życia codziennego… A mimo to jedność, szacunek, wzajemne ubogacanie się, wspólne wartości, wielka radość z obecności drugiego człowieka i spoglądanie w tym samym kierunku. Oczywiście to wszystko – w czasie Eucharystii, konferencji, punktów programu duchowego – ale chyba co ważniejsze – również na ulicach, w restauracjach, w parkach, w codzienności… Tam gdzie widział nas świat i gdzie mogliśmy być dla niego prawdziwym znakiem obecności Boga.

I powiem szczerze, że nie zawsze było łatwo. Taniec i muzyka latynoska w czasie Eucharystii na początku była pięknym i fajnym doświadczeniem. Po kilku dniach zatęskniłem jednak za bardziej refleksyjnym przeżywaniem mszy św. Taniec utrudniał mi skupienie. Dla lokalnych społeczności był natomiast czymś całkowicie normalnym.

Jezus pragnie jedności

 „Ja w nich, a Ty we mnie. Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś” (J 17,23). Takie pragnienie ma Jezus. To Jego modlitwa. Sam Chrystus wstawia się za nami w tej sprawie. Abyśmy byli jedno! Możliwa jest zatem taka jedność, przez którą ludzie poznają Chrystusa i miłość Boga! Czy to nie jest ekscytujące? Dla mnie maksymalnie tak!

I na koniec mam pomysł! Dawaj zawalczmy wspólnie o taki Kościół i świat! Jestem pewien, że Pan Bóg daje nam potrzebną łaskę. Reszta zależy ode mnie i od Ciebie! Wiem, to trudne. Potrzeba mnóstwa pokory, ale spróbujmy proszę! Co Ty na to?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.